Wolność w świecie „zaprzyjaźnionych”

Nie tylko byliśmy i ciągle jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii, ale także nasza wolność jest miernej jakości, krucha i nietrwała. W ostatnich latach nastąpił jej daleko idący regres. Choć z ukraińskiej perspektywy wygląda to może inaczej, Polska jest gdzieś między putinowską Rosją a krajami, w których wolność i zasady demokratyczne są rzeczywiście respektowane

Często przedstawia się wybór, przed którym stanęła Ukraina, jako wybór między „wolnym światem” a posowieckim światem rządów despotycznych, w którym nie szanuje się prawa jednostek, gdzie media – kontrolowane przez obóz władzy – są posłusznym narzędziem jego propagandy, gdzie możliwości działań opozycji są ograniczone, gdzie rządzą ciemne interesy, panuje korupcja i nepotyzm, gdzie ludzie są inwigilowani i zastraszani, a ci szczególnie groźni lub niewygodni dla władzy często padają ofiarą tajemniczych zbrodni lub popełniają niespodziewanie samobójstwo.

Obudziliśmy się w innym świecie
Niewątpliwie jest to opis trafny – tak ciągle wygląda ów, bardzo mało ludzki, świat, który rozciąga się na wschodzie. Tyle że jeszcze do niedawna twierdzono, że może on być tylko wyrazem antyrosyjskich fobii, uprzedzeń, oszołomstwa. Dzisiaj jednak dobry Putin – partner otwarty na dialog – zamienił się w bardzo złego Putina – szaleńca, który nawet może sprawić, że 1 września dzieci nie pójdą do szkoły. Jak mówił w TVN24 jeden z przejętych celebrytów: „obudziliśmy się w innym świecie”. Ale to nie świat się zmienił, tylko – chwilowo – treści wtłaczane w lemingowate umysły, co nadal ich posiadaczom pozwala ślepo podążać śladem uwielbianej partii i premiera.
Można jeszcze od biedy zrozumieć, dlaczego złudzenia co do systemu Putina mogli mieć Niemcy, Francuzi czy Włosi – nawet po zabójstwie Anny Politkowskiej, mordzie popełnionym na Aleksandrze Litwinience, holokauście Czeczenów. Ale Polacy po Smoleńsku, po tym, jak naocznie przekonali się, jak się prowadzi...

[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: