Lechoń (2)

Gdzieś w połowie ubiegłego wieku mogło się wydawać, że w sztuce i w literaturze – przynajmniej w sztuce i literaturze polskiej, ale może i europejskiej – zatriumfuje duch nowoczesności. Awangardowy duch nowoczesności był bowiem zgodny z postępowym duchem czasu, był jego uzupełnieniem – komunizm też był postępowy, a partie komunistyczne były awangardą ludzkości.

Skutek tych triumfów postępowego ducha nowoczesności był taki, że rzeczy staroświeckie, które uważano za wsteczne, były lekceważone i wyszydzane. Jedną z tych lekceważonych rzeczy staroświeckich była poezja Jana Lechonia. Lekceważenie, które duch nowoczesny okazywał Lechoniowi, było dobrze uzasadnione – autor „Karmazynowego poematu” nie tylko bowiem był, ale także, i to ostentacyjnie, chciał być staroświecki. W wierszu „Mokotowska piętnaście” Lechoń składa hołd swoim rodzicom, którzy pracują po nocach, żeby kupić ubrania dzieciom. Czy to nie staroświeckie – składanie, trzynastozgłoskowcem, hołdu swoim zmarłym rodzicom? Wiersz „Wielkanoc” jest hołdem złożonym obyczajom polskiej wsi – chłopka w łowickiej zapasce spotyka na łące Chrystusa „z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką”, a On mówi jej, że właśnie zmartwychwstał. To też staroświeckie – takie chwalenie zamierzchłych wiejskich obyczajów. W „Rejtanie”, jednym z najpiękniejszych polskich wierszy, Lechoń składa hołd tym nielicznym, którzy, „kiedy wszystko struchlało z obawy Moskali”, nieustraszenie występowali przeciw moskiewskiej przemocy. To już staroświecczyzna nie tylko ostentacyjna, ale wręcz bezczelna – duch postępowy, nowoczesny uczy bowiem, że Moskali, którzy są silniejsi, nie wolno drażnić, a przede wszystkim nie wolno ich nazywać Moskalami. I jeszcze jeden przykład staroświeckich upodobań Lechonia. W wierszu bez tytułu („To, w co tak trudno nam uwierzyć”) mówi on, że chciałby zostać pochowany tam, gdzie jego ojciec – gdzieś pod Warszawą. Potem mamy w tym wierszu taką strofę: „I nagle widzisz: jest noc chmurna / I...
[pozostało do przeczytania 18% tekstu]
Dostęp do artykułów: