Tułacze dzieci

Na początku II wojny światowej, na podstawie rozkazu Stalina, setki tysięcy Polaków zostało wywiezionych z okupowanych przez Armię Czerwoną terenów Rzeczypospolitej i zesłanych do obozów przymusowej pracy, rozsianych na terenach Związku Sowieckiego. Udziałem zesłańców stały się okrucieństwa wojny, sowieckiej niedoli i tułaczki. Z powodu niezwykle trudnych warunków, wycieńczenia i chorób, przeżyć łagrowych i bezlitosnego traktowania znaczna część zesłańców zmarła. Generał Władysław Anders, wyprowadzając w 1942 r. z „nieludzkiej ziemi” swoją armię, uratował nie tylko żołnierzy, lecz także tych, którym udało się przeżyć sowieckie piekło, wśród nich około 20 tys. polskich dzieci

Tak w 2007 r. pisał prezydent Rzeczypospolitej śp. Lech Kaczyński. Ten swoisty exodus, będący udziałem naszych najmłodszych obywateli, jest dziś niemal zapomniany. Wydarzenie, które nie ma precedensu w naszej historii, zaważyło na losie tych, którym najtrudniej było się obronić. Pierwsze decyzje Sowietów w sprawie deportacji Polaków z zagrabionych Kresów wydano 5 grudnia 1939 r. Dane NKWD z 22 grudnia podają niemal 140 tys. osób W kwietniu 1940 r. doszło kolejnych 61 tys. kobiet, dzieci i starców wysłanych do Kazachstanu. Deportacje trwały do czerwca 1941 r. Objęły, według różnych źródeł, do 323 tys. osób. Ich tułaczka trwała do 1950 r.

Wbrew wszelkim zasadom człowieczeństwa
Jedną z takich deportacji opisała niespełna 10-letnia wówczas Romualda Wieligda-Czerpak:
„W południe zaczęły bić kościelne dzwony, a na rampie pojawiła się procesja z księdzem niosącym monstrancję. Długo błogosławił nas na nędzę, poniewierkę i śmierć […]. Ten widok pozostanie we mnie do końca moich dni, jako pożegnanie moich rodzinnych stron i mego dzieciństwa”.
Część dzieci spisała swoje wspomnienia i przeżycia związane z tułaczym szlakiem przez Azję. Niektóre wróciły do Polski, większość jednak, mając świadomość, że wyciągająca ręce ojczyzna nie...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: