Polska prasa czy Polskapresse?

Rzeczywistość, w której żyjemy, często ma drugie, a czasem nawet trzecie dno. Zapewne znaczna większość czytelników biorących do ręki „Dziennik Polski” w Krakowie, „Express Ilustrowany” w Łodzi czy „Głos Wielkopolski” w Poznaniu jest przekonana, że kupiona gazeta jest po prostu polskim dziennikiem. Tymczasem w rzeczywistości jej 100-proc. właścicielem jest niemiecki koncern prasowy.

Co więcej, koncern Polskapresse, który obecnie kontroluje połowę rynku dzienników regionalnych, przymierza się do przejęcia reszty. Może zatem wkrótce powstać sytuacja, w której w rękach niemieckich znajdzie się większość polskiej prasy codziennej. Jakie może to mieć konsekwencje dla wolności słowa w naszym kraju? Wolności, dodajmy, już i tak bardzo nadwątlonej przez faktyczny monopol, jaki posiadają prorządowe media elektroniczne, czyli TVP, „zaprzyjaźnione telewizje” i stacje radiowe.

Demokracja kontrolowana

Prof. Jadwiga Staniszkis wprowadziła, a Józef Darski spopularyzował pojęcie „kontrola strukturalna”. Jest ono kluczem do zrozumienia faktu, że wiele instytucji w naszym kraju w rzeczywistości odgrywa zupełnie inną rolą, niż teoretycznie powinno odgrywać.

Kontrola strukturalna oznacza przede wszystkim nadzorowanie punktów i osób kluczowych. Chodzi o wpływ na najważniejsze decyzje i procesy, które następnie przekazywane są w sposób kaskadowy niżej i określają w końcu w szczegółach życie społeczne i polityczne.

Teoria kontroli strukturalnej podkreśla, że dla uzyskania decydującego wpływu nie ma potrzeby obecności osób z grupy dominującej na niższych szczeblach wykonawczych. Np. w mediach oznacza to, że wystarczy, iż czołowi decydenci mają określone poglądy, żeby poprzez dobór personalny na niższych stanowiskach i mniej czy bardziej wyraźną presję ich punkt widzenia mógł determinować to, w jaki sposób dziennikarze będą interpretowali wydarzenia, z jakimi gośćmi i z jakim nastawieniem będą rozmawiać, słowem,...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: