Czy na Łubiance czytają Volkoffa?

Obserwując ostatnie wydarzenia w Polsce, natychmiast przypomniałem sobie fabułę powieści Volkoffa oraz postać „agenta Cerkwi w KGB i agenta KGB w Cerkwi”. Oczywiście nie należy utożsamiać wielebnego Ilji i jego finezji z gen. Michajłowem, który zaszczycił miast Watykanu Kościół Polski, ale jedność Cerkwi i KGB nadal pozostaje faktem i przynosi konsekwencje, z którymi trzeba się liczyć.

Towarzysz arcybiskup, jako odpowiedzialny za sprawy zagraniczne Patriarchatu Moskiewskiego, podlegał bezpośrednio towarzyszowi przewodniczącemu KGB. Obu łączyło ciche porozumienie, gdyż zdawali sobie sprawę, że reżim potrzebuje zmian. Towarzysz arcybiskup mógł nawet zostać szefem liberałów w KGB, czyli zwolenników transformacji i zmiany metod na bardziej subtelne. Jak sam przypomniał Andropowowi, manipulowanie opinią publiczną jest nieodzowne i w naszych czasach łatwe. To przecież Sowiety pierwsze zrozumiały znaczenie dezinformacji. Departament A nie może jednak działać bez anten, a „jak może być lepsza antena niż Watykan?”.

W rozmowie z Andropowem towarzysz arcybiskup proponuje wykorzystać fakt, że od roku 1965, kiedy Paweł VI napisał list „Ambulate in dilectione”, znoszący ekskomunikę z roku 1054, nie istnieje już niezgodność katolicyzmu i prawosławia, co pozwala na zbliżenie między obu Kościołami.

Prawda jest dialektyczna – teza, antyteza i synteza – tłumaczy Jego Wielebność Ilja Andropowowi. Dla marksistów syntezą jest nadejście komunizmu światowego, a wtedy nastąpi koniec historii. Dla chrześcijanina owa synteza i kres dziejów są o wiele dalsze, gdyż nastąpią z chwilą paruzji, a zatem możemy być taktycznymi towarzyszami podróży i odbyć wspólnie drogę do zwycięstwa komunizmu.

Dalej gen. KGB Gałkin wyjaśnia, iż jego cel – triumf Jezusa Chrystusa – jest niemożliwy bez prawosławia, tzn. prawdziwej wiary, podczas gdy „katolicyzm to prawda poplamiona błędami”. Ów triumf „może przyjść przez porozumienie wzajemne pomiędzy Kościołem...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: