Boję się, że ABW mnie zdyskredytuje

W pierwszym meilu do mnie pisałeś, że wiesz, iż z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów „idą naciski”. Skąd miałeś taką informację?

Dostałem ją z jednego z departamentów Ministerstwa Sprawiedliwości. Również Ryszard Milewski w pierwszej rozmowie mówił, że wiadomość o kontroli ministra Gowina otrzymał od człowieka z ministerstwa. Tam krążyła informacja o naciskach Kancelarii Premiera na Sąd Okręgowy. Mój informator nie miał wiedzy bezpośrednio z KPRM, dlatego potrzebowałem potwierdzenia, tego telefonu, który usłyszała cała Polska.

Jak wyglądała twoja pierwsza nienagrana rozmowa z prezesem Milewskim 5 września?

Zaczęła się od przedstawienia, że dzwonię z kancelarii, sekretarka szybko przełączyła – jak mówi sam Milewski „z biegiem” – a sam prezes przywitał mnie słowami: „Czekałem na ten telefon”. Bardzo nalegał, by spotkanie z Donaldem Tuskiem odbyło się przed posiedzeniem, że on oczywiście się dostosuje i jest to w gestii premiera, ale ma ważne informacje i nie wie, co robić. Mówiąc o posiedzeniu w sprawie Marcina P., wolał termin późniejszy, 17 września, tak by wcześniej omówić sprawę z premierem. Bardzo cieszył się z tego telefonu „z Kancelarii Premiera” i nie był wcale zaskoczony. Później zadzwoniłem ponownie, ale to była już krótka rozmowa, wymiana zdań.

Jakie były pierwsze słowa sędziego Milewskiego?

Prezes Milewski w ogóle nie był zdziwiony, rozmowa od razu wskoczyła na temat Marcina P. i Amber Gold. „Dzień dobry panu, czekałem na ten telefon, ponieważ nie wiemy, co w tej sprawie robić” –  tymi słowami zaczął rozmowę. Na pewno padło stwierdzenie: „Czekaliśmy wszyscy na reakcję z góry, bo tutaj nie wiemy, co zrobić”.

Prezes Milewski nazwał ujawnioną przez portal Niezalezna.pl rozmowę z 6 września „kompilacją” i wezwał do ujawnienia wszystkich taśm. Ile ich jest faktycznie?

Nagraną rozmowę mam tylko jedną, ale myślę, że...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: