Zdalna praca artysty to nie jest zawód. Kultura w dobie kryzysu 

Już starożytni Grecy mówili – i to jest najprawdziwsza definicja teatru – że to medium tworzy się między publicznością a aktorem. Nie ma teatru bez publiczności – mówi aktor Piotr Cyrwus. Rozmawia Sylwia Kołodyńska

Po raz pierwszy przeprowadzam z Panem wywiad przez telefon. Jestem w kapciach. Mam nadzieję, że to Panu nie przeszkadza? 
Nie. Wyobrażam sobie, że jest Pani w szpilkach. (śmiech).

Bardzo dziękuję (śmiech). Okazało, że artyści jednak nie potrzebują widowni. Andrea Bocelli wystąpił w Mediolanie bez publiczności, poradził sobie świetnie, a w rozmowie z „Gazetą Polską” tydzień temu mówił, że cały czas czuł obecność widowni. 
Nie ma albo, albo. Albo bez publiczności, albo z publicznością. Jest „i” oraz „i”. Ludzie przed monitorami to też publiczność. Koncert oglądałem. Dobrze, że zdążyliśmy wymyślić internet i telewizję. Choć jeśli chodzi o teatr, to już starożytni Grecy mówili – i to jest najprawdziwsza definicja teatru – że to medium tworzy się między publicznością a aktorem. Nie ma teatru bez publiczności. Inna sprawa, że hasło: „Artysta głodny to artysta dobry” jest nie tylko krzywdzące, ale i nieprawdziwe. Słyszałem o młodych kolegach, którzy muszą podjąć inny zawód. Choćby na budowie. To okropne. Poruszyła Pani trudny problem. Robimy teraz zdalnie wiele rzeczy z potrzeby serca, ale zdalna praca artysty to nie jest zawód.

Jak wygląda Pana praca zdalna? Wczoraj miał Pan próbę on-line...
Tak. Dostaliśmy z żoną propozycję włączenia się do międzynarodowej produkcji filmowej. Biorą w niej udział Włosi, Hiszpanie, Anglicy i Francuzi. Jeśli wszystko się powiedzie, będzie to film fabularny opowiadający o czasie, który teraz przeżywamy. Ale więcej o tym mówić nie mogę. Mamy też rozpoczęte projekty z kolegami z teatrów i spotykamy się wirtualnie oraz dyskutujemy. Jednak trudno to nazwać próbami.

Przestoje w pracy artysty to...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: