Niemiecki imperializm energetyczny

18 czerwca na stronie Klubu Jagiellońskiego ukazał się tekst Jakuba Wiecha poświęcony niemieckiej polityce klimatycznej. Streszczę go, bo porządkuje on wiele moich intuicji, a jest bardzo ważny.

Niemcy prowadzą świetną politykę PR, przedstawiając się jako państwo zatroskane o środowisko. Jednak w istocie polityka energetyczna RFN jest imperialną grą Berlina mającą wzmocnić pozycję polityczną i ekonomiczną kosztem klimatu i interesów państw słabszych, o solidarności europejskiej nie wspominając. Energiewende, niemiecka transformacja energetyczna, to: rezygnacja ze spalania węgla, rezygnacja z energii jądrowej i oparcie się na odnawialnych źródłach energii i gazie.

Głoszona dekarbonizacja Niemiec do 2038 roku jest jednak mało prawdopodobna. Wykonuje się tu raczej gesty PR, jak zamknięcie kopalni węgla kamiennego, które nie powoduje zamknięcia elektrowni opalanych tym węglem – po prostu zaczęto go kupować za granicą. Większość energii w Niemczech pochodzi z węgla brunatnego. I nic w tej kwestii nie zrobiono. Z tego surowca czerpie się tyle samo energii elektrycznej, co w 1992 roku. W Wielkiej Brytanii dokonano zaś w tym czasie prawdziwej dekarbonizacji gospodarki, RFN po prostu tego nie robi, jedynie mówi, że robi. Pod nowe kopalnie węgla brunatnego wycina się liczący 12 tysięcy lat las, z tysięcy hektarów zostało go już tylko pięćset. Z protestującymi walczą pojazdy opancerzone, helikoptery i oddziały z psami. Z innego miejsca pod nową kopalnię wysiedlono 8 tys. osób.

Realny efekt Energiewende: w latach 2008–2017 RFN praktycznie wcale nie zredukowała emisji CO2, notując intensywne skoki w roku 2009 i 2013. Dalej. Odejście od energetyki jądrowej, która w minimalnym stopniu wpływa na klimat, wydaje się irracjonalne. Ale w niemieckiej transformacji energetycznej nie chodzi o środowisko. Niemcy chcą zablokować powstawanie elektrowni jądrowych w całej Europie. Po co? Jak piszą w umowie między CDU/CSU a SPD, „osadzenie...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: