Opozycja to zlewnia różnych marginesów. Polacy bez poczucia sensu

O sposobach przezwyciężenia kryzysu polskości, o inwazji marginesu celebrytów i pseudoartystów, a także o dorobku narodowego dziedzictwa mówi eseista, poeta i filozof – dr Bohdan Urbankowski. Rozmawia Jakub Augustyn Maciejewski

Mam wrażenie, że opisując dorobek polskiej kultury sugeruje Pan, że ona się już skończyła – zwyciężała w wielkich momentach dziejowych, a później zniknęła.
Nie, praca nad polskością nadal trwa, ja mówię o kryzysie, o bałaganie na budowie. Bo budowanie polskości można porównać do budowy gmachu czy osiedla – w naszym wypadku na przedmurzu chrześcijaństwa, na obrzeżach cywilizacyjnej metropolii – ze wszystkimi korzyściami i zagrożeniami. Jesteśmy daleko od problemów centrum, walczymy z barbarzyńcami, a za naszymi plecami Niemcy wymyślają przysłowiową niemiecką gospodarkę, zaś Francuzi – francuską miłość. Kiedy nadchodzą barbarzyńcy, metropolia najczęściej zamyka bramy i musimy się sami bronić. Siebie i ich. Nasz sposób zachowania, rozszerzony na kasty nierycerskie etos rycerski, to wynalazek genialny – odpowiedź na wyzwanie historii. Stąd podobieństwo i sympatie do Węgrów czy Hiszpanów – to też narody Przedmurza. Ale budowa trwa… Parafrazując Renana: polskość to codzienny plebiscyt. Z tym, że nie wystarczy gadać, polskość to codzienna praca.

Na czym polega kryzys?
Na braku celu, a tym samym sensu naszych prac. Nie ma autorytetów i elit, które by taki cel wskazały. Jeśli nawet jest w rządzie wielu ludzi uczciwych, to albo nie wyzbyli się partyjnego punktu widzenia na rzecz państwowego, albo próbują działać bez instrumentów – co to za rząd ogólnopolski, w którym nie ma ogólnopolskich mediów, ogólnopolskiej kultury i oświaty, ba, który w imię naiwnie pojętej tolerancji i wielokulturowości finansuje wrogów kultury, niszczycieli wiekowej polskiej pracy? Rząd Rzeczypospolitej dał się zamknąć w formule „rząd PiS”, nie mając ogólnopolskich mediów nie potrafi...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: