Zrobić burdel też trzeba umieć

Według mitów i legend niektóre zjawiska dzieją się same, na przykład tytułowy burdel rzekomo robi się sam. Nic bardziej mylnego, oko ludzkie jeszcze nie widziało i nigdy nie zobaczy samoistnego burdelu. Zawsze ktoś musi popchnąć pierwszy klocek domina, co wcale nie oznacza, że za pierwszym polecą następne klocki.

Dobrze zorganizowany przybytek, żeby nie epatować już mocnym słowem, z chaosem nie ma nic wspólnego. Podobne miejsca uciech potrafią być do tego stopnia profesjonalnie zorganizowane, że otrzymują status ekskluzywnego lokalu. Wiemy też, z ustaleń prokuratury, że nawet najbardziej wybrednym klientom, którzy mają specjalne życzenie, personel potrafi w pięć minut podać zamówioną fasolkę po bretońsku. Z potocznym znaczeniem zjawiska też nie ma lekko, o czym przekonał się od 25 lat nieobecny i nieusprawiedliwiony w szkole Sławomir Broniarz. Zamysł przewodniczącego ZNP był prosty i nie miał nic wspólnego z podniesieniem zarobków nauczycieli, o czym świadczy zaporowa kwota zapisana w postulatach. W porozumieniu ze Schetyną Broniarz miał zorganizować w szkolnictwie jeden wielki burdel, a cała wina za powstały chaos zostałaby przeniesiona na „pisowskie państwo”. Nie udało się, pierwszy klocek upadł, parę następnych też zostało potrąconych, ale potem proces się zatrzymał, bo ludzie się zorientowali, że wszystko odbywa się kosztem dzieci i rodziców. Który to już raz najgłupsza na świecie opozycja próbuje wszczynać rewolucję wbrew nastrojom społecznym i podstawowym zasadom etycznym? Tego nikt nie policzy, ale jedno jest pewne. Niestety, nic się w tej materii nie zmieni, ponieważ to towarzystwo poza nieudolnym budowaniem burdelu niczego innego nie potrafi, to ich cały „program dla Polski”.  
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: