Święta, a miała pod górkę

FILM [FAUSTYNA, PRZYDOMEK ŚMIESZKA]

W noweli G.K. Chestertona „Zmartwychwstanie księdza Browna” libertyni inscenizują śmierć klechy, by po ocuceniu wmawiać mu, że cudem ożył. Ale ksiądz jest detektywem, no i za mało w nim pychy, by wpaść w kompromitującą pułapkę fałszywej świętości. Instytucjonalnej nieufności Kościoła wobec cudów doświadczyła polska święta Faustyna Kowalska, wyniesiona na ołtarze przez Jana Pawła II. Od jej objawień do beatyfikacji minęło siedem dekad. W filmie Kondrata pierwsze, co proponuje spowiednik Faustynie zawierzającej mu swój osobowy kontakt z Chrystusem, to wizyta u psychiatry. Zanim siostry zakonne przyjmą ją do siebie, rezolutna panna upewni się o powołaniu, obierając ziemniaki. Nawet religijni rodzice, ubodzy rolnicy ze wsi Głogowiec, przyjmują decyzję córki jako fanaberię. Na postać świętej Faustyny składają się religijne i poetyckie głębie jej objawień zapisanych w „Dzienniczku” (na polecenie sceptycznego zrazu ks. Sopoćko), jej malarskie wizje Miłosierdzia Bożego.
     
54%
pozostało do przeczytania: 46%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze