Cyngle, proszek do zębów i złoto

„Bracia Sisters” zaskakują, bo nie są skrojeni podług klasycznej formuły. To nawet nie antywestern, lecz sen o westernie podszyty europejską wrażliwością. Opowieść o rodzeństwie, dwu cynglach pazernego Kontradmirała, o gwałcie i wierności. Eli i Charli, swój chłop i gwałtownik, solidarnie kryją się podczas strzelanin i do czasu posłusznie mordują wyznaczone ofiary. Wciąż myślą o powrocie do matki. No i nie są bezrefleksyjni.

Paru protagonistów buntuje się w tym filmie przeciw roli automatów. Najpierw biesi się tajemniczy Warm, który opanował technikę wydobywania złota, i czmycha. Wyśledzi go detektyw Morris, by wystawić go braciom Sisters, gdyż sam z zasady nie brudzi sobie rąk. Ale Warm urzeknie go wizją, darem wymowy. Dotrą egzekutorzy Kontradmirała i też zmienią front.

Roi im się jakiś falanster, socjalizm utopijny, który wszelako bez złota się nie obejdzie. Utopie źle działają w Oregonie w połowie XIX wieku, gdzie ludzie strzelają do siebie bez ostrzeżenia. Nawet hotelarze, choć ci mają w ofercie wspaniałe wanny i nawet proszek do zębów. No a centrala wyśle kolejne psy gończe za czwórką już zbiegów i buntowników.

Sam proszek do zębów stanowi złamanie konwencji. Także relacje między zbiegami to bajka. Orgia zaufania i współpracy. Na weryzm to nie wygląda, ale sprawdza się jako europejska tęsknota. Mamy tu i drugą bajkę – o kruszcu, o cudownej metodzie wyszukiwania go nocą. W długiej, celebrowanej sekwencji eksploracji szparko opuszczamy dziedzinę weryzmu, lądujemy w metaforze. W baśni o złocie jako mirażu, który uwodzi, kaleczy, a nawet zabija swoich najgorętszych wyznawców.

Przypomnę, pierścień u Tolkiena, jak tutaj złoto, też robił z ludźmi dziwne rzeczy na pograniczu magii, metafizyki. Czyli brakuje tylko Nazguli i Orków. Ale gdyby uwzględnić Kontradmirała, już mamy komplet.


Bracia Sisters
Jacques Audirard
Francja/Hiszpania/USA/Rumunia 2018
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: