Kino, stany graniczne

Sześćdziesiąt lat temu wraz z Truffaut stworzył filmową Nową Falę. W „Do utraty” pokazał nowych aktorów, łamał reguły montażu, wyprowadził kino na ulicę pełną naturalnych dźwięków, obrazów, emocji. Nowofalowcy stanowili też grupę krytycznego nacisku, wpłynęli na kino, także polskie, a u siebie zastraszyli starszych, kręcących „kino-papę”. Truffaut nagrał potem książkę z klasykiem Hitchcockiem, a Godard odleciał – zaczął maoizować, założył grupę Dżiga Wiertow.

Nowatorska i doskonała science fiction „Alphaville”, zwariowany „Szalony Piotruś”, jeszcze „Pogarda” według Moravii to kino i dziś atrakcyjne. Potem był czas rewolucyjnej aktywności i nieczytelnych filmów agitek. Godard związał się z młodziutką aktorką Anne Wiazemsky; zagrała w jego filmach, by we wspomnieniach zrobić zeń bufona, narcyza, błazna. Michel Hazanavicius zrobił z tego szyderczy obraz „Ja, Godard”. Przedtem, po filmie „Chinka” (1968 r.), w którym Godard rugał Czechów, że zdradzają socjalizm, zerwał z nim kontakty kumpel i towarzysz broni, Truffaut.

„Imaginacje” to finał owego procesu odlotu. Godard zmaga się z ludzkim cierpieniem, niesprawiedliwością, klasowym i imperialnym wyzyskiem, montując skrawki setek filmów, dokumentów, relacji. Daje to migotliwy, nieczytelny kalejdoskop, chwilami atrakcyjny, bo dużo tu perełek kina, które wpływały na miliony. Zapamiętałem jeden komentarz reżysera: „Czemu człowiek marzy, żeby być królem, skoro może marzyć o byciu Faustem”.

„Imaginacje” są porażką, nie niosą czytelnego przekazu, chwilami ruszają struny skojarzeń, sentymentów. Król jest nagi, pisze krytyk „w Sieci”. OK, ale to nadal król. Jakaś część dzisiejszego szaleństwa czyniła atrakcyjnymi i przełomowymi jego wczesne filmy. Choć Amerykanie od początku wieszczyli marny koniec Nowej Fali i nazywali ją „francuską chorobą”.


Jean-Luc Godard. Imaginacje
Jean-Luc Godard
Francja 2018
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: