Kino, stany graniczne

FILM [FINAŁ FRACUSKIEJ CHOROBY]

Sześćdziesiąt lat temu wraz z Truffaut stworzył filmową Nową Falę. W „Do utraty” pokazał nowych aktorów, łamał reguły montażu, wyprowadził kino na ulicę pełną naturalnych dźwięków, obrazów, emocji. Nowofalowcy stanowili też grupę krytycznego nacisku, wpłynęli na kino, także polskie, a u siebie zastraszyli starszych, kręcących „kino-papę”. Truffaut nagrał potem książkę z klasykiem Hitchcockiem, a Godard odleciał – zaczął maoizować, założył grupę Dżiga Wiertow. Nowatorska i doskonała science fiction „Alphaville”, zwariowany „Szalony Piotruś”, jeszcze „Pogarda” według Moravii to kino i dziś atrakcyjne. Potem był czas rewolucyjnej aktywności i nieczytelnych filmów agitek. Godard związał się z młodziutką aktorką Anne Wiazemsky; zagrała w jego filmach, by we wspomnieniach zrobić zeń bufona, narcyza, błazna. Michel Hazanavicius zrobił z tego szyderczy obraz „Ja, Godard”. Przedtem, po filmie „Chinka” (1968 r.), w którym Godard rugał Czechów, że zdradzają socjalizm, zerwał z
     
54%
pozostało do przeczytania: 46%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze