Bioenergoterapia, irydologia, czyli kto może, a kto nie powinien nas leczyć? Pułapki paramedycyny

Medycyna [Naturalna czy tradycyjna]

Przechodziłem ostatnio obok kamienicy w centrum Warszawy. Zobaczyłem napis „Irydolog, diagnostyka schorzeń nowotworowych”. Takich ogłoszeń jest cała masa. Czytanie z tęczówki, biorezonans i tym podobne. Ktoś powie: to przecież medycyna naturalna. Nie zgodzę się z tym. Medycyna naturalna to coś zupełnie innego. Podobnie jak zielarstwo. W dawnych Chinach nie było przecież leków, a medycyna stała tam na najwyższym poziomie. Różnica polegała na tym, że studiowało się ją wiele lat, poznawało się mowę ludzkiego organizmu, działanie leków oraz podstawy fizjologii i farmacji. Taka medycyna naturalna jest jak najbardziej komplementarna do współczesnej. Ale nie paramedycyna. Osoby często po kilkutygodniowych kursach otwierają gabinety irydologii, akupresury i diagnozują poważne choroby przy pomocy urządzeń, których mechanizm działania jest nieznany. Na to nie może być zgody. Takie działania szkodzą. Przyszedł do mnie kiedyś pacjent z rozpoznanym dwa lata wcześniej rakiem
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze