Pacjenci zapomniani

Podczas wojny w Korei, w latach 50. ubiegłego wieku, wprowadzono nowy sposób transportowania żołnierzy – helikopter. To zmieniło nie tylko taktykę wojenną, lecz także oblicze medycyny frontowej.

Dzięki helikopterom można było szybciej transportować rannych. Niestety, zdarzało się, że te maszyny spadały. Po takiej katastrofie ranny, który przeżył, często doznawał urazu kręgosłupa. Takimi pacjentami zapełnił się po wojnie szpital dla weteranów im. Waltera Reeda w Waszyngtonie. Wkrótce okazało się, że choć pacjentów tych można dość dobrze rehabilitować fizycznie, to pojawiały się u nich problemy z oddawaniem moczu, infekcje i niekiedy niewydolność nerek. Zaczęto takie przypadki badać, oceniać stan pęcherza, i tak powstała nowoczesna neurourologia. Dziś już wiemy, że po urazie rdzenia kręgowego pęcherz działa niezależnie od mózgu. Kurczy się nie wtedy, kiedy trzeba, a na dodatek kurczy się wtedy zwieracz. Nietrzymanie moczu jest problemem higienicznym, ale znacznie gorsza jest rozwijająca się w następstwie wysokiego ciśnienia w pęcherzu niewydolność nerek.

Dotyczy to nie tylko pacjentów po urazie rdzenia kręgowego, lecz także pacjentów z przepukliną oponowo-rdzeniową, a także osób ze stwardnieniem rozsianym. Znam ludzi po urazie rdzenia kręgowego. To wspaniałe osoby, chcące żyć pełnią życia, aktywne zawodowo i społecznie. Często są to aktywni sportowcy grający w rugby, jeżdżący na nartach, pływający. O takich pacjentach jednak się zapomina, brakuje opieki koordynowanej, której wymagają. Polska to bodajże ostatni kraj w Europie, w którym pacjenci nie mają właściwego postępowania wdrażanego już po urazie. Cewnik na stałe, opukiwanie pęcherza, wyciskanie moczu i pielucho-majtki to zły standard, bowiem nie pozwala na aktywne życie, może też powodować uszkodzenie nerek. Pamiętam dramat młodego człowieka na wózku, świetnie rehabilitowanego, który został programistą w firmie komputerowej. Zrezygnował po dwóch dniach pracy, bo...
[pozostało do przeczytania 37% tekstu]
Dostęp do artykułów: