Polska to też popkultura

Felieton [A daj pan spokój]

Należę do tych heretyków wśród konserwatystów, którzy nie tylko popkulturą nie gardzą, lecz także nieustannie namawiają do wykorzystania jej potencjału. Co ciekawe, krytycy takiej postawy najczęściej są obrońcami marnej popkultury, czyli disco polo. Człowieka nie odgadniesz, ale na szczęście nie psychologii poświęcam cotygodniowy felieton. Marzenia peerelowskiej opozycji sprowadzają się do jednego obrazu, jaki wielokrotnie próbowali zaklinać. Milion ludzi na ulicach niesionych jedną myślą i pragnieniem – wykończyć Kaczyńskiego. Nic z tego pragnienia nie wychodzi, w dodatku kolejne próby wymykają się nawet tragifarsie, po prostu brakuje magnesu popkulturowego. Tymczasem w środę, 1 sierpnia 2018 r., „na ulicę” wylało się morze warszawiaków. Jak okiem sięgnąć, wszędzie tłum śpiewający piosenki, które wszyscy znamy. Cóż to jest, jeśli nie popkultura okazująca swoją siłę? Szeroko pojęta prawica ma wieczny problem z atrakcyjnością przekazu, wszystko musi być pełne powagi. W
59%
pozostało do przeczytania: 41%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze