Spacyfikować wroga wewnętrznego

Muszę uściślić jedną rzecz: na manifestacji w Mińsku znalazłem się w wieczór wyborczy jako dziennikarz wykonujący swoje obowiązki – przygotowywałem relację dla gazety ze strajku opozycji. Zostałem aresztowany i po dobie wypuszczony. Sąd argumentował moje zwolnienie właśnie tym, że wzięto pod uwagę zawód, jaki wykonuję. Jednak od razu dodano, że moja sprawa będzie przedmiotem dalszego dochodzenia. Być może powodem ówczesnego zwolnienia była interwencja mojej redakcji i pomoc polskiego MSZ.

Jeżeli chodzi o warunki, w jakich przebywają obecnie na Białorusi aresztowani, to są one rzeczywiście bardzo trudne. Przez 15 dni przetrzymywano mnie w centralnym areszcie w Mińsku; nazywa się to dosłownie Centrum Izolacji Naruszycieli Prawa. Nie miałem tam kontaktu z opozycjonistami. Siedziałem z więźniami kryminalnymi. Panowały tam nieopisany bród i przepełnienie w celach, które były zresztą niedogrzane. Nikt z siedzących w mojej celi nie miał nawet koca, nie mówiąc o takim luksusie jak poduszka. Spaliśmy na zbitych z drewna pryczach. Przez dwa tygodnie karmiono nas głównie kaszą. Takie warunki bytowe, jak te, które opisuję, panowały w białoruskich więzieniach na początku lat 90. Potem było trochę lepiej, przynajmniej w Grodnie, gdzie kiedyś odsiadywałem karę aresztu. Obecnie mamy do czynienia z regresem przestrzegania praw do godnego odbywania kary. Myślę, że Białoruś cofnęła się pod tym względem o jakieś 20 lat.

Czy tylko to, że był Pan na ulicach Mińska 19 grudnia podczas manifestacji opozycji, zdecydowało o aresztowaniu, czy może były inne powody; np. możemy to potraktować jako kolejną szykanę za to, że jest Pan jednym z liderów nieuznawanego przez władze Związku Polaków na Białorusi?

Myślę, że siedziałem za całokształt. Dodam, że wątki dotyczące ZPB przewijały się podczas przesłuchania mnie przez funkcjonariuszy KGB 8 stycznia. Zostałem wówczas też pobity. Trzeba podkreślić, że nasz „nielegalny” Związek jest chyba...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: