Showman to nie celebryta! Słuchać i słyszeć

Jazz to jest podróż, to jest przygoda, to jest niewiadoma – mówi „Gazecie Polskiej” Piotr Baron, jeden z najwybitniejszych polskich jazzmanów.

Jest Pan zastępcą dyrektora Departamentu Szkolnictwa Artystycznego i Edukacji Kulturalnej w MKiDN. Co Pan tam robi?

W departamencie zajmuję się edukacją kulturalną. To są wszelkiego rodzaju aktywności pozarządowe, czyli NGO-sy oparte na jednostkach samorządu terytorialnego, nadzorowanie fundacji, programy ministra… Generalnie nie narzekam na brak pracy.

Żmudna praca urzędnicza – i artysta. Czy jest coś, z czego jest Pan szczególnie dumny w tej działalności?

Administracja państwowa to dla mnie wciąż coś nowego, inspirującego, i wiele się dotąd nauczyłem. Jednocześnie cieszę się z bezpośredniego wpływu na rzeczywistość. Zamieniłem nauczanie na urząd, ponieważ nie mógłbym pracować w placówce, którą jednocześnie nadzoruję. A dumny to ja jestem ze swojej żony, dzieci, z moich współpracowników. W czasach pokoju nie wypada być dumnym z tego, że się po prostu pracuje. Moi przodkowie mogli być dumni, np. w czasach wojny – wtedy liczyły się prawdziwe wartości.

Wróćmy do muzyki…

Nareszcie! Jeżeli ktoś mnie pyta, kim jestem, to jedyne, czego jestem pewien, to to, że jestem jazzmanem.

Przygotowuje Pan utwory na płytę poświęconą Moniuszce, złożoną z jazzowych aranżacji jego twórczości.

Tak, choć nieco inaczej bym to ujął. „Aranżacja” to synonim słowa „opracowanie”, ale może zasugerować coś innego, np. „przeróbkę”. Tymczasem to, co robię, jest przystosowaniem dzieł wielkiego Stanisława Moniuszki dla potrzeb zespołu jazzowego. Jest to może nie tyle kompromis artystyczny, ile amalgamat, który owocuje zwiększonym momentum muzycznym.

A skąd ten pomysł?

Z tym pomysłem zgłosił się do mnie Stanisław Rybarczyk, dyrektor Festiwalu...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: