Libia - Co po Kaddafim?

Opinie te wydają się jednak pozbawione podstaw. Chaos walk o Trypolis oraz fakt, że rodzina dyktatora zawczasu nie wydostała się ze stolicy, wskazują, że libijski przywódca do końca nie wierzył w swoją klęskę i nie przygotował żadnego scenariusza na wypadek utraty władzy.

Nawet gdyby udało mu się dłużej unikać schwytania (co jest wątpliwe), kontynuowanie wojny z ukrycia wymagałoby poparcia licznych zwolenników. Tymczasem dyktator poza wąskim kręgiem własnego plemienia i beneficjentów reżimu jest znienawidzony w całym kraju. Z braku zaufania do libijskiej armii już w trakcie wojny musiał masowo rekrutować afrykańskich najemników.

Nawet najwyżsi rangą członkowie reżimu nie mieli ochoty za niego umierać. Szefowie kluczowych resortów – spraw wewnętrznych i sprawiedliwości – zmienili front już na początku powstania i stanęli na czele opozycji. Ich następcy oraz libijski premier uciekli za granicę tuż przed upadkiem Trypolisu. Struktury reżimu całkowicie się rozsypały. Nikt nie myślał o kontynuowaniu walki, tylko o ratowaniu własnej skóry. Nie było więc szans na zorganizowanie jakiejś podziemnej struktury zbrojnej.

Kaddafi nie ma też żadnej ideologicznej pożywki, którą mógłby zmobilizować ludzi do oporu. Jego reżim obalili Libijczycy. Jeśli już jakaś ideologia przyciąga dziś rzesze młodych Arabów gotowych za nią umierać, to jest nią islamizm, a nie wiara w „zieloną książeczkę” Kaddafiego. Religijni muzułmanie uważają zaś obalonego libijskiego przywódcę za wroga.

Polityczna próżnia

Głównym pytaniem pozostaje dziś, jak będzie wyglądać kraj bez Kaddafiego. Po obaleniu jego reżimu powstała jeszcze większa polityczna próżnia niż w Tunezji i Egipcie. Przez 40 lat Libia była państwem totalitarnym. Nie ma nawet zalążków systemu partyjnego, jak sąsiednie kraje. Tunezja i Egipt, mimo dość szybkiego pokojowego obalenia swoich dyktatorów, do dziś nie są w stanie ustabilizować się i odroczyły wybory na ponad...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: