Krwawa zbrodnia w Norwegii

Tym razem nie islamiści

Sposób przeprowadzenia zamachów sugerował, że mogły być one dziełem terrorystów z Al-Kaidy. Mimo że Norwegia cieszy się opinią oazy spokoju, od dość dawna znajdowała się na liście celów terrorystycznych z powodu obecności jej wojsk w Afganistanie i publikacji karykatur Mahometa. Równo rok temu policja rozbiła komórkę Al-Kaidy przygotowującą w Norwegii zamachy na skalę największą od czasów 11 września 2001 r.

Islamski trop wydawał się tym bardziej prawdopodobny, że jeszcze w piątek wieczorem (22 lipca) do zamachu przyznała się mało znana organizacja terrorystyczna Pomocnicy Globalnego Dżihadu. Jako potencjalnego sprawcę wskazywano też radykalnego muzułmańskiego duchownego, którego miesiąc wcześniej norweskie służby zdecydowały się wydalić z kraju.

Już następnego dnia rano okazało się, że wątek islamski tym razem jest nieprawdziwy. Policja zatrzymała potencjalnego sprawcę z bronią w ręku na wyspie Utoja. Okazał się nim rodowity Norweg, 32-letni Anders Behring Breivik. Do mediów dotarły wieści o szokującej skali tragedii. Przez noc znaleziono na wyspie łącznie ponad 80 ciał, w większości dzieci w wieku 15–16 lat.

Medialny przepis na „chrześcijańskiego fundamentalistę”

Początkowo wydawało się prawie pewne, że sprawca nie mógł działać sam. Zdobycie materiałów wybuchowych i podłożenie bomby, a następnie zsynchronizowanie dwóch ataków i zabicie z zimną krwią tak wielkiej liczby ludzi mogło przerastać możliwości nawet wyszkolonego terrorysty, a tym bardziej mordercy amatora. Niektórzy świadkowie twierdzili, że widzieli na wyspie co najmniej dwóch uzbrojonych napastników.

Inni temu zaprzeczali. W sobotę policja zatrzymała drugiego podejrzanego z nożem w ręku. Okazał się nim jednak członek młodzieżówki Partii Pracy, twierdzący, że zabrał nóż, bo nie czuł się bezpiecznie. Również sześć innych osób zatrzymanych w niedzielę nie miało związku z...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: