Rycerze śmiercibaćki Bałachowicza

W niewolę nie biorą

Jeden z korespondentów białej prasy rosyjskiej, akredytowany przy oddziałach gen. Bałachowicza, relacjonował: „Do Pińska, zupełnie nieoczekiwanie dla ludności i dla bolszewików, wkroczyła przednia straż konnicy generała Bałachowicza. Większość komisarzy, jak siedzieli w licznych naprędce zorganizowanych w Pińsku sowieckich urzędach, tak i tu zostali rozstrzelani, gdyż bałachowcy przeważanie ich w niewolę nie biorą”. Zaskoczenie bolszewików faktycznie było pełne, skoro tenże sam korespondent, przywołując rozmowę z jednym z żołnierzy gen. Bałachowicza, cytując go, pisał: „śmiesznie było nawet – w pół godziny było po wszystkim. Strzelanina ucichła, na ulicach pusto. Zacząłem się rozglądać, do którego domu zajść, by się umyć, oczyścić. Spoglądam, w cichym zaułku skromny domek w sadzie. Idę tam. Drzwi tylko przymknięte. W sieni i w pierwszej izbie pusto. W drugiej izbie śpi na łóżku młody człowiek. Usłyszał moje wejście, podniósł się i pyta: słucham was, towarzyszu? Acha, myślę, wiem kto ty taki. Poczekaj, dostaniesz nauczkę. Mówię, rozkaz wam, towarzyszu, przyniosłem – szybko ubierać się i iść do… Do kogo? – zapytał. Do baćki Bałachowicza. Wtedy pojął. Schwycił rewolwer, nie zdążył, przygwoździłem go na miejscu”.

Wodzowie, watażkowie, jeńcy…

Nazywali się sami rycerzami lub aniołami śmierci. Rosjanie, Białorusini, Polacy, kozacy z Kubania i dumni kaukascy górale, ponadto Łotysze, Estończycy i Żydzi. Łączyła ich bezgraniczna miłość do dowódcy, którego nazywali baćką, czyli ojczulkiem, i nienawiść do bolszewizmu. Karol Wędziagolski, desygnowany z ramienia władz polskich do kontaktów z białymi Rosjanami, pisał o nich: „Wyborowi na wytrzymałość, na awanturniczą energię ludzie, którzy są dalece we krwi skąpani, pogardzający przeto i swoim życiem, ze świadomością jednak już utrwaloną, że Bałachowicz i jego oficerowie doskonale przemyśliwują nad bezpieczeństwem ludzi w najryzykowniejszej...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: