KRRiT na łódce Komorowskiego

Lewy hals

Platforma Obywatelska miała jednak okazję i chyba chęć do przebudowania układu sił w mediach publicznych. Obecnie, po przejęciu władzy w KRRiT i mediach publicznych, dzieli się wpływami nie tylko z koalicyjnym PSL, ale przede wszystkim z ludźmi lewicy związanymi z Robertem Kwiatkowskim i Włodzimierzem Czarzastym. Układ w KRRiT jest taki, że bez akceptacji lewicy żadna decyzja o powołaniu rad nadzorczych mediów publicznych nie jest możliwa. KRRiT powołuje ich członków czterema głosami w pięcioosobowej Radzie. Koalicja z SLD, którą wynegocjował Grzegorz Schetyna i swoim autorytetem ręczył, że będzie to współpraca dobra i zgodna, okazała się jednak dość kłopotliwa. Wielotygodniowe targi dotyczące obsady najważniejszych stanowisk we władzach TVP i wciąż nierozstrzygnięte spory, kto np. będzie rządził w Radiu, sprawiły, że Platforma chyba rzeczywiście postanowiła dokonać nowego otwarcia i lewicy z tej gry się pozbyć. Sejm i Senat odrzuciły kolejno sprawozdanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Gdyby także odrzucił je prezydent, Rada zostałaby rozwiązana, a jej nowy skład powołany mógłby być głosami PO–PSL. Obeszłoby się więc bez głosów SLD i bez ludzi lewicy. Politycy Platformy przebąkiwali nawet, że to nowe otwarcie mogłoby uwzględniać jedno miejsce dla prawicy, a i lewica musiałaby zadowolić się jednym miejscem albo wręcz żadnym. Niemniej prawdopodobny scenariusz rozważał jednak prosty manewr – nowych członków powołano by wyłącznie z rekomendacji PO i PSL. Wpływy Włodzimierza Czarzastego i Roberta Kwiatkowskiego znów byłyby bliskie zeru.

Stanie w dryfie

Nie jest do końca jasne, czy odrzucenie sprawozdania przez parlament było twardą grą PO mającą na celu faktyczne rozwiązanie Rady, czy też tylko postraszenie lewicy, by ta zmniejszyła nieco swój apetyt na stanowiska w publicznym radiu i telewizji. Można założyć, że politycy Platformy wiedzieli, iż Komorowski sprawozdanie przyjmie i...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: