Wyciągnij spluwę i postrasz ją trochę!

– Ten łajdak sprowadził sobie dziwkę – posłyszałem jej przenikliwy głos. – Chodźcie, zobaczcie! – nawoływała rodziców. – Zobaczcie ten rozkład moralny!
Zerwali się rodzice. Zerwałem się i ja. Podbiegłem do drzwi i naparłem ciężarem swego ciała.

– Ubieraj się! – poganiałem Jadźkę. – I wyskakuj oknem!

Do drzwi szturmowali już moi rodzice wraz z ciotką. Jadźka ubrała się szybko i chichocząc przesadziła parapet. W parę dni potem ciotka powiedziała jadowicie słodkim głosem:

– Nie powinieneś mieć do mnie żalu. Ja tylko dla twojego dobra.

Skręcałem się z bezsilnej złości. Wredna baba. Ciotka Zosia.

Przypomniałem sobie, co powiedział Zenon Morda po tej zepsutej nocy z Jadźką.

On powiedział tak:

– Stara panna. Z zawiści zrobiła ci taki szpas. Sama potrzebuje chłopa.

To, co powiedział Zenon Morda, zapadło mi w pamięć. Spoglądałem ukradkiem na ciotkę. Wieczory spędzała samotnie. Wstawała od stołu, a te babskie wypukłości kłębiły się przy tym wstawaniu. Ośmielony już znacznie wobec porucznika Gulałki powiedziałem mu tak:

– Moja ciotka aż piszczy za chłopem, tylko sama nie ma śmiałości sobie poderwać.

Zenon Morda poparł mnie gorąco i dodał:

– Cały ten warsztat czeka ma majstra.

Wzięliśmy flaszkę, poszliśmy w cień drzewa i podjąłem wątek o ciotce. O jej samotnych wieczorach właśnie. O tych kłębach, co sukienkę rozsadzają, kiedy od stołu wstaje lub nad miednicą się pochyla.

– Pewny sztos – podsumowałem.

Wstał porucznik Gulałka, obciągnął pas z kaburą, zaskrzypiały oficerki.

Czekałem w napięciu na jego odpowiedź.

Dlaczego nie... – rzekł. – Spróbuję!

– Najlepiej wyciągnij spluwę i postrasz ją trochę – wtrącił Zenon Morda i mrugnął do mnie.

Czas tej wizyty wybrałem starannie. Było to niedzielne popołudnie. Rodzice wyjechali do wujka Janka, który mieszkał w Łowiczu...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: