Genek Bednarski opowiada. Część II

I tak chodzimy we trójkę po ulicy, dzień, nie powiem, ładny, ale w środku człowieka trzęsie, więc siedliśmy sobie na schodkach przed sodowiarnią, może się jakiś znajomy trafi. I nagle zza rogu strzały słychać, krzyki, myślę, Niemcy łapankę robią, patrzymy, a tu od Tamki wali cała gromada, ze trzydziestu chłopaczków z biało-czerwonymi opaskami, niektórzy w hełmach, furażerkach, idą roześmiani, taki ich komandir z wisem przy boku, też młodziak, oni byle jak uzbrojeni, parę karabinów, a tak to przeważnie po granacie mieli. Baby wybiegły z domów, dzieciarnia, rany boskie, wojsko polskie, płaczą, żegnają się, a Bolek powiada, polskie to polskie, ale z tego tylko grubsza nieprzyjemność może być,
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: