Major Cierń

– Ja! Od swoich! – zaperzał się. – Co też obywatelka sobie myśli! Od niego nasłuchałem się o majorze Cierniu. Major Cierń, bo taki miał pseudonim z lasu, był postacią legendarną i niezwykłą. Prezentował się okazale: wysoki, szczupły, w dopasowanym mundurze, rogatywka zsunięta lekko na bakier, twarz miał bladą, jakby senną i wypielęgnowane dłonie. Słuchając dziarskim głosem wykrzykiwanych raportów podkomendnych, nigdy nie patrzył na nich, tylko na swoje dłonie właśnie, i nieraz z górnej kieszeni kurtki wyciągał pilnik i manipulował przy paznokciach. Sekretarka Basia i telefonistka, której imienia nie pamiętam, boczyły się na siebie i kiedy jedna rozmawiała z majorem Cierniem, druga spoglądała ponuro i wrogo. Wieczorami dochodził z góry kobiecy śpiew, muzyka z patefonu i męski, donośny śmiech. Niekiedy też drobny stukot kobiecych obcasów po schodach, i przed dom wybiegała jedna z tych dwóch ładnych kobiet. Zawsze zapłakana. Tak na zmianę. Sekretarka Basia lub telefonistka, której
     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze