Krok dalej

Na zdrowy rozum, argumentacja, która temu towarzyszy, jest śmiechu warta. Przyjęło się, że kto traktuje swój związek poważnie, godzi się na przyjęcie pewnych obowiązków, mających chronić słabszego partnera i, przede wszystkim, potomstwo. Kto się boi odpowiedzialności, nie jest zdecydowany trwać w związku długo, liczy, że trafi mu się lepszy, zadowala się życiem na kocią łapę i zobowiązań unika. To logiczne.

Środowiska, ogólnie mówiąc, postępowe, zawsze dotychczas twierdziły, że tylko ten drugi model współżycia gwarantuje człowiekowi pełną realizację. Prawdziwa miłość nie potrzebuje „stempelka”, a poza tym po prawdziwej miłości przyjść może jeszcze prawdziwsza, i nie należy z góry z niej rezygnować w imię tej aktualnej. A teraz nagle wystarczyło parę słów premiera, by media salonu zapełniły się zapewnieniami, że wszystkie związki, nawet te najbardziej przelotne, muszą być sformalizowanego. Że jednak bez tego wyszydzanego „stempelka” ani rusz!

Idiotyzm tego rozumowania aż bije po oczach. Ale okazuje się, nie ma tak potężnego idiotyzmu, żeby wyznawcy postępu nie poszli jeszcze dalej. W tygodniku „Polityka” Jacek „Jaś Fasola” Żakowski w rozmowie ze świeżo upieczonym ministrem Arłukowiczem upomina się o legalizację także związków kazirodczych. A pan Arłukowicz odpowiada z powagą, że owszem, i takimi „wykluczonymi” powinno się państwo zająć, i że się zajmie.

Od tego do legalizacji związku z kozą naprawdę już tylko krok. A jeszcze niedawno o rysunek Andrzeja Krauzego tyle było krzyku!

www.rafalziemkiewicz.salon24.pl
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: