Eurosmycz

Historia z nałożeniem na Polskę przez Komisję Europejską 80 mln euro kary pokazała za jednym zamachem kilka rzeczy. Po pierwsze, wiernopoddańczość elit III RP. Premierowi w głowie się nie mieści, że z wyrokiem Europy może dyskutować − natychmiast pokornie przyznał KE rację, po pętacku obciążając winą poprzedników. Lekcja ze stoczniami, kiedy to Niemcy i Francja odwołały się od decyzji komisarza i swoje stocznie obronili, a my przez jego zaniechanie je straciliśmy, niczego faceta nie nauczyła. Po drugie, minister rolnictwa przyznając, że o karze wiedział od dwóch lat (poprzednik zaraz go przelicytował, że on od czterech) i że w sumie nie ma o czym gadać, bo wisi nad nami groźba zapłacenia jeszcze całego miliarda euro, wskazał na bardzo ważne uwarunkowanie, jakiemu Polska podlega. Wiadomo powszechnie, że KE nie egzekwuje zbyt surowo rozliczeń udzielonych dotacji. Gdyby tak było, może swego czasu nie doszłoby do kryzysu greckiego. Komisja zaczyna skrupulatnie domagać się wypełnienia
     
46%
pozostało do przeczytania: 54%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze