Po prostu pic

Pamiętają Państwo, jak premier Tusk srożył się na samorządy, że tylnymi drzwiami wprowadzają opłaty za publiczne przedszkola? Przypomnę: chodziło o to, iż w wielu miejscowościach powiedziano rodzicom, że za normalną, ustawową płacę przysługuje tylko pięć godzin opieki nad dzieckiem, a jeśli jakaś mama ma kaprys pracować w pełnym wymiarze, to za każdą następną godzinę musi płacić po cenach komercyjnych. Pan premier, którego „filozofia rządzenia” od samego początku była taka, by wszystkie obowiązki państwa spychać na samorządy, oczywiście nie dodając im na ich realizację pieniędzy, poczuł się wtedy zmuszony coś obiecać. I obiecał − wielką rządową reformę przedszkoli. Były, wiecie, pewne bolączki i niedociągnięcia, ale już od 1 września 2013 r. wprowadzimy nową, przygotowywaną właśnie reformę, w ramach której rząd dofinansuje samorządom przedszkola tak, żeby dla wszystkich starczyło.

Pamiętają Państwo? Bo ja pamiętam te tytuły w wiadomych gazetach: mimo oszczędności rząd znalazł dodatkowe miliony na przedszkola! Na przedszkola nie zabraknie!

Urzędników posadzono do pisania projektu stosownej, reformującej ustawy, której założenia przedstawiono jako fakt dokonany, i tak się jeszcze raz udało. Oburzenie społeczne rozeszło się po kościach, sprawa zeszła z agendy i fertig.

Na początku marca bieżącego roku wspomniany projekt ustawy został cichcem wyrzucony do kosza. To znaczy, bardzo przepraszam − został odłożony na później. Może na przyszły rok. A może na jakiś inny. Bo w ramach konsultacji międzyresortowych minister finansów zaopiniował sprawę negatywnie,  to dlatego, że tych pieniędzy, co to pan premier obiecał, że będą – nie ma. Niech frajerzy nadal płacą za szóstą i dalsze godziny pobytu pociechy w publicznej placówce.

Oczywiście rząd się sprawą nie pochwalił − wygrzebana została przez dziennikarzy dopiero teraz. Podobnie jak szykowane zmiany w metodologii liczenia statystyk, które skokowo zmniejszą bezrobocie, obecnie...
[pozostało do przeczytania 8% tekstu]
Dostęp do artykułów: