Malta–Wielka Brytania - Rozwód: na nowej drodze życia

Ostatnia w Europie

Pod koniec maja odbyło się na Malcie referendum w sprawie wprowadzenia rozwodów, które wywołało w Europie umiarkowane zainteresowanie. Zapewne dlatego, że większość społeczeństwa (52 proc. Maltańczyków) wypowiedziało się „za”. Gdyby wynik był odmienny, z całą pewnością podniósłby się wielki lament nad zacofaniem obywateli Malty, nadmiernymi wpływami Kościoła katolickiego, brakiem tolerancji i łamaniem, za przyzwoleniem mało świadomego narodu, elementarnych praw ludzkich.

Malta, jako najmniejsze państwo Unii Europejskiej, nie budzi szczególnego zainteresowania ani większych emocji. Nie przewodzi, nie ma aspiracji czy wpływów. Po raz ostatni ściągnęła na siebie uwagę w marcu 2003 r. przy okazji referendum na temat przystąpienia do Unii, ponieważ wśród dziesięciu państw, które miały stać się członkami Unii, głosowanie przeprowadziła jako pierwsza. Z rozwodami jest dokładnie odwrotnie: tu Malta jest w Europie ostatnia (ściślej: przedostatnia, bo rozwodów nie uznaje także Watykan, ale jest to, trudno zaprzeczyć, przypadek szczególny). Istniały wprawdzie furtki, takie jak np. uzyskanie rozwodu za granicą, ale nie było to rozwiązanie dostępne dla wszystkich.

Referendum miało charakter niewiążący. Zmiany legislacyjne zależą więc ostatecznie od decyzji parlamentu. Ale już sam wynik głosowania stanowi, zdaniem części obserwatorów, nieledwie rewolucję.

Komentator BBC uważa, że w dziejach Malty referendum jest jednym z najważniejszych wydarzeń od przełomowego 1964 r., gdy wyzwoliła się ona spod władzy brytyjskiej i uzyskała niepodległość. Jest trochę tak, jak gdyby ta nie najistotniejsza sprawa stała się papierkiem lakmusowym – probierzem stosunku do tradycji czy otwarcia na współczesność.

Ten ostatni aspekt mocno podkreślali zwolennicy zalegalizowania rozwodów. Przeciwnikom pozostała wiara, że przepisy rozwodowe nie zachwieją instytucją małżeństwa. – Miejmy nadzieję, że parlament...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: