„W Poznaniu, na wygnaniu…”

Dodano: 15/09/2026 - Nr 38 z 16 września 2026

Kazimiera Iłłakowiczówna (1892–1983) radziła sobie z peerelowską siermięgą, tak jak radzą sobie ludzie wewnętrznie wolni. Proza życia zawsze była w jej wydaniu prozą poetycką, do własnego niedostatku, braku wygód, ciasnoty podchodziła z humorem i pogodą ducha. Troszczyła się zawsze o bardziej sponiewieranych od siebie.

Od czasu ostatniej wojny miała kult mocnych sznurków i dobrych, sztywnych pudełek. Była cichą mistrzynią utrzymywania w porządku rzeczy osobistych i „papierów”. Uważała, że temu zawdzięcza równowagę psychiczną w trudnych czasach i przytomność umysłu w obliczu niezliczonych kataklizmów – osobistych i politycznych – którym musiała stawić czoła od pierwszych dni września 1939 roku i przez kolejne kilka lat. Szczyciła się tym, że kiedy przymusowo, w 1939 roku, została w rumuńskim Cluj i musiała tu czternastokrotnie zmienić miejsce zamieszkania, jej rzeczy osobiste były zawsze w idealnym porządku, gotowe do zapakowania w pięć minut. I niczego – z wyjątkiem futra,

     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów oraz lektora na gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas [email protected]

W tym numerze