Wspólnicy zła

Co pewien czas wstrząsa Polską informacja o tym, że jakieś dziecko trafiło do szpitala lub zmarło z powodu skatowania przez osobę mu najbliższą – matkę, ojca, partnera matki

Za każdym razem wszyscy zadają pytania: „dlaczego?”, „jak to się mogło stać?”, „czy nie można było temu zapobiec?”, „dlaczego nikt nie zauważył przemocy wcześniej i jej nie przeciwdziałał?”. Pozostają one jednak właściwie bez odpowiedzi. Każda bowiem z tych, które udzielane są w takich okolicznościach, nie wydaje się wystarczającą, żadna nie jest dobrą. Bo dobrych odpowiedzi i prób tłumaczeń takich sytuacji nie ma. Bo jak wyjaśnić fakt, że dziecku zabrano szczęśliwe dzieciństwo, że zabrano mu życie, i że zrobił to ktoś, kto powinien ze wszystkich sił otaczać je opieką i chronić, powinien je kochać?

Szacuje się, że rocznie około 500 dzieci, w tym niemowlęta, trafia na szpitalne oddziały, bo doświadczyło przemocy ze strony rodziców bądź opiekunów. Przywołanie tylko kilku z takich zdarzeń, które miały miejsce w tym roku, pokazuje, na jaki ogrom cierpienia skazane były dzieci, które doświadczyły ze strony swoich „opiekunów” tego, co nawet trudno sobie wyobrazić.

6 grudniu 2016 r. na pogotowie w Łodzi zgłosiła się matka z 4-letnią córką, twierdząc, że spadła ona z huśtawki niedaleko domu. Według lekarzy, dziewczynka nie żyła już od kilku godzin, a na jej ciele znajdowały się obrażenia wskazujące na to, że była bita już od jakiegoś czasu. „Dziewczynka była ofiarą drastycznej przemocy co najmniej od kilkunastu dni przed śmiercią. Nie ulega wątpliwości, że bardzo cierpiała. Musiała odczuwać silny ból, wynikający m.in. ze złamania jednego z żeber i łokcia” – mówił Krzysztof Kopania z prokuratury okręgowej w Łodzi, dodając, że u dziewczynki ujawniono też bardzo rozległe obrażenia wewnętrzne z rozerwaniem krezki jelita włącznie. Do zabicia Oliwii przyznał się 33-letni partner matki. Śledczym powiedział, że bił dziewczynkę, bo przeszkadzał mu jej płacz....
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: