Krzyk już nie niemy

„To fantastyczne osiągnięcie, że liczba noworodków z zespołem Downa jest zbliżona do zera” – stwierdził szwedzki prof. Niels Uldbjerg. Na Zachodzie dzieci z tym schorzeniem właściwie już się nie rodzą. Bynajmniej nie dlatego, że medycyna potrafi tę chorobę leczyć, ale dlatego, że dotknięte nią dzieci są po prostu zabijane.

Środowisko proaborcyjne znajduje niestety również w naszym kraju wielu popleczników. W telewizji, prasie, internecie znaleźć można wiele wypowiedzi takich jak ta: „Błąd polega na tym, że ludzie myślą, iż płód to człowiek. To jeszcze nawet nie jest życie, tylko potencjalne życie. Jeśli więc wchodzi w konflikt z życiem, które już istnieje, to czemu nagle staje się ważniejsze? Dziecko powinno być zaplanowane, kochane, dawać radość. Inaczej to nie ma sensu. Wczesna aborcja to nie morderstwo. 60% ciąż kończy się poronieniem, a kobiety nawet często nie wiedzą o tym fakcie. A w Polsce, jak w niewielu krajach na świecie, nadal się indoktrynuje kobiety, a podziemie aborcyjne i tak będzie istnieć” (pisownia oryginalna).
Matki zbyt często traktują swoje dziecko jak własność. Uważają, że skoro ich łono należy do nich, to również to, co w nim noszą. W dodatku własność ta musi być „niewybrakowana”. Jeśli jeszcze kobieta słyszy zewsząd „dobre rady” typu: „Zniszczysz sobie życie”, „Daj sobie spokój, urodzisz inne, zdrowe”, nie czuje wsparcia otoczenia w tym tak trudnym dla niej momencie, tym bardziej skłonna będzie uczynić ten tragiczny w skutkach krok.
Mało też mówi się o tym, na co zwraca uwagę Tomasz Terlikowski: w Polsce połowa abortowanych dzieci rodzi się żywych. Dzieje się tak właśnie wtedy, gdy aborcja jest dokonywana tak późno. Później dzieci te są dobijane. „Takie dzieci odkłada się, żeby umarły” – stwierdza redaktor naczelny Telewizji Republika na podstawie tego, co słyszał od lekarzy, położnych i pracowników szpitala.

Fragment artykułu z najnowszego numeru „Nowego Państwa”, dostępnego w sprzedaży...
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: