Jestem narkofobem

Lewica zarzuca osobom myślącym tradycyjnie, że odrzucając dyskusję, np. na temat kazirodztwa, zachowują się tchórzliwie

Czytam właśnie swoje felietony. Nie z narcyzmu, składam książkę. Czytam i poraża mnie ton beznadziei w tekstach sprzed trzech lat. Wyglądało na to, iż w polskich szkołach i przedszkolach pozostaną jedynie ci dyrektorzy, którzy wpuszczą do swoich placówek kaleczące dzieci programy „wychowania seksualnego”. Rewolucja obyczajowa szalała, poprawność polityczna była zaprowadzana przez państwo siłą. A rewolucjoniści dorzucali do pieca: „Zażywając kokainę, należy używać dziurek nosa naprzemiennie” – na taką naukę idą publiczne pieniądze w ramach akcji „Seks w moim mieście”. – Strasznie kręciły mnie jego buty, zapach, mógłbym lizać jego stopy bez końca – treści, które były dotąd znane jedynie nieszczęśnikom cierpiącym na zawirowania własnej seksualności, stawały się wtedy elementami programów wspieranych pieniędzmi z naszych podatków. Tak było jeszcze w 2013 r.
W planach ideologów rewolucji obyczajowej było wprowadzenie do publicznego obiegu kolejnego słownego wirusa: „narkofobia”. Po homofobii – kolejny rewolucyjny wynalazek. Jak można rozmontować wspólnotę obyczaju i kultury wyrosłą z chrześcijaństwa, Grecji i Rzymu? Legalizując pornografię i narkotyki. Jestem narkofobem.
Hedonistyczna wersja liberalnego totalitaryzmu ma właśnie to do siebie. Paraliżuje. Łamiąca karki bolszewia doprowadzała co jakiś czas do buntu. Aksamitny totalitaryzm zatruwa serca i sprawia, że przestajemy widzieć kontury dobra i zła. Apelując do przyjemności, budując niezwykle atrakcyjny świat telewizyjno-konsumpcyjnej iluzji, obezwładnia.
Dwa lata temu było nie lepiej: ujawnił się wtedy kolejny gatunek rewizjonistów. Profesorowie będący politykami próbowali „rozpocząć dyskusję” na temat kazirodztwa. Jaki miałby być efekt tej dyskusji, nie mówili. Legalizacja kazirodztwa? Tak pytałem, oczywiście nie było odpowiedzi.
Lewica zarzuca...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: