Pożegnania

Miniony rok był czasem wielu pożegnań. Muszę powiedzieć, że są to pierwsze pożegnania, o których myślę bez żalu. Zimny drań ze mnie! Nie płakałem nawet po Kiszczaku! Za to anegdotczycy wszystkich stron z głębokim żalem pożegnali Bronisława Komorowskiego, którego gafy przejdą do annałów polskiego humoru. Wraz z nimi znikły liczne autorytety z Dużego Pałacu, utrwalone pod nazwą „Bydło na pastwisku”. Gajowy wszystkich Polaków udał się do Budy Ruskiej i słuch po nim zaginął. Coraz słabsze oznaki życia daje z dalekiej Brukseli „Cesarz Europy”, a jego faworyta (ale jaja, ale jaja!) najprawdopodobniej odleciała w kosmos. Ostatecznie skończył się prawdziwy mężczyzna Leszek M. i facet słynny niegdyś ze świńskiego ryja i sztucznego fallusa. Zniknęli przesławny dziedzic z Chobielina Radosław, Strażak Wszech czasów Waldemar, mąż stanu Piechociński i wielopłciowa Grodzka. Odeszły asy służb i drużb (ze spółek skarbu państwa). Jeszcze gorszy widok prezentują sobą ci, którzy są, a
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze