Rosja gra kartą praw człowieka

Czy to przypadek, że spora część liderów opozycji wobec Nazarbajewa to przedstawiciele mniejszości rosyjskiej, liczącej 25–30 proc. ogółu mieszkańców tego kraju? W sposób oczywisty ludzie Putina mogą mieć na nich większy wpływ i przełożenie niż na etnicznych Kazachów

Niektórzy twierdzą, że karta „praw człowieka i obywatela” była bardzo ważnym elementem gry polityczno-dyplomatycznej między komunistycznym Wschodem a demokratycznym Zachodem. To szeroko rozumiany „Zachód”, zwłaszcza USA, ale też EWG, potrafiły korzystać z nich lepiej w latach 70. i 80., a konkretnie od 1972 r., gdy odbyła się KBWE, czyli Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Zapoczątkowała ona pewną odwilż w relacjach między ówczesnymi dwoma głównymi blokami na świecie (choć pojęcie „odwilż” pochodzi z czasu wcześniejszego, z roku 1956, znaczonego XX Zjazdem Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, który potępił Stalina, i dojściem do władzy w Polsce, wypuszczonego z komunistycznego więzienia komunisty, Władysława Gomułki).
Kremlowski kaganiec na Mińsk, Astanę i Baku
Ten historyczny wstęp był potrzebny, aby umieścić w szerszym kontekście współczesne batalie między skurczonym do Rosji Wschodem oraz szerszym, choć też bardziej niż kiedyś zdywersyfikowanym, Zachodem.
Przejdę do rzeczy. Może to zabrzmieć sensacyjne, ale mam liczne dowody na swoją tezę: dzisiaj to Rosja gra kartą praw człowieka w stopniu nieporównanie większym niż Zachód. Nie chcę się rozwodzić nad pokazywaniem przykładów, że karty tej używamy – choć z mniejszym zapałem niż kiedyś ‒ także my, Zachód. Obecnie poświęca on nierzadko prawa człowieka na ołtarzu nie tyle geopolityki, ile po prostu ekonomicznych układów z Rosją. Spektakularne exemplum takiej postawy to, niestety, Królestwo Holandii, stojące przed laty w pierwszym szeregu obrońców praw człowieka w dawnym ZSRS, ale też później, w erze „nowej Rosji”. Dziś Haga woli poprzez holenderską firmę Gasunie budować Nord Stream (...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: