Sankcje mają sens Rosja już je odczuła

Niedawne zajęcie Krymu i inwazja na wschodniej Ukrainie, wcześniejszy atak na Gruzję oraz trwająca od lat okupacja mołdawskiego Naddniestrza nie pozwalają nam żywić żadnych złudzeń co do bezpieczeństwa niepodległych państw sąsiadujących z Rosją. Tu fakty są niezaprzeczalne: Rosja, gdy tylko ma taką możliwość, stara się powiększać strefę swoich wpływów politycznych, ekonomicznych i wojskowych. Raz zdobytej przewagi strzeże później bezlitośnie, również angażując swoje siły zbrojne, łamiąc przy tym wszystkie międzynarodowe konwencje i prawa

Tylko przez ostatni miesiąc Rosja groziła już interwencją wojskową dwóm kolejnym krajom regionu, które zaczęły prowadzić niezależną od niej politykę gospodarczą, tj. Kazachstanowi i Mołdawii. Wysunięcie przez Rosję roszczeń politycznych wobec państw bałtyckich, najprawdopodobniej związanych z „ochroną” zamieszkującej je ludności rosyjskojęzycznej, wydaje się jedynie kwestią czasu. W obliczu tych wszystkich faktów rodzi się pytanie, czy Polska i Zachód mają w ogóle możliwość przeciwstawienia się rosyjskiemu ekspansjonizmowi?
Reagan wiedział,
jak dotkliwe mogą
być sankcje
Konfrontacja militarna powinna być tu uważana za środek ostateczny i to nie tylko ze względu na straty ludzkie, lecz także dlatego, że bez wsparcia NATO żaden z krajów naszego regionu nie byłby zdolny do samodzielnego przeciwstawienia się wojskom Federacji Rosyjskiej. Z drugiej strony, zachowanie dużych krajów członkowskich NATO wobec kryzysu ukraińskiego, takich jak USA, Niemcy czy Francja, pokazuje, że kraje wschodniej flanki Traktatu mogłyby się po prostu nie doczekać na jego wystarczającą pomoc. Z tego też powodu najrozsądniejszym sposobem na zahamowanie rosyjskich ambicji międzynarodowych jest podniesienie kosztów politycznych ponoszonych przez Rosję w momencie rozpoczynania kolejnych wojen oraz długofalowe uderzenie w rosyjską ekonomię tak, by Kreml nie miał możliwości finansowania kolejnych agresywnych...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: