Biały Dom dziękuje Hagelowi

Widmo wojny z Rosją dodało zupełnie nowego kontekstu wszelkim wydarzeniom, mogącym godzić w polityczną lub wojskową kondycję najważniejszych członków Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Z tego właśnie powodu informacja o nagłej rezygnacji, a raczej odwołaniu amerykańskiego sekretarza obrony Charlesa Hagela musi budzić wiele pytań, najważniejsze z nich zaś dotyczą ewentualnych zmian w amerykańskiej polityce militarnej i – szerzej – w amerykańskiej polityce zagranicznej

Paradoksalnie, skomplikowaną rolę, którą odegrał Charles „Chuck” Hagel na amerykańskiej scenie politycznej, będzie nam najłatwiej zrozumieć poprzez analogię do perypetii obecnego marszałka polskiego Sejmu, Radosława Sikorskiego.
Najciekawszym i zarazem najbardziej chlubnym elementem życiorysów obu polityków są ich dokonania wojenne z czasów młodości. O ile tajemniczy do dziś pobyt w Afganistanie otworzył Radosławowi Sikorskiemu drogę do Ministerstwa Obrony w rządzie Olszewskiego, o tyle biletem do władzy Chucka Hagela stała się wojna w Wietnamie, podczas której dowodził oddziałem piechoty i został dwukrotnie odznaczony Purpurowym Sercem za rany w walce. Obaj politycy zaczynali także swoje publiczne kariery w środowiskach ideologicznie odmiennych od tych, którym służą dziś. Radosław Sikorski uchodził niegdyś za nieprzejednanego prawicowca i współpracował z Ruchem Odbudowy Polski, Chuck Hagel został senatorem z Nebraski z ramienia Partii Republikańskiej. Z powodu wcześniejszych doświadczeń obaj politycy w życiu publicznym wyspecjalizowali się w sprawach obronności oraz polityce międzynarodowej.
Realizm, czyli porzucenie w opałach
Dokonania obu polityków na niwach obronności i polityki międzynarodowej do dziś pozostają przedmiotem kontrowersji. Dość powiedzieć, że będąc członkiem senackiej komisji spraw zagranicznych, Hagel zasłynął jako jawny oponent izraelskiego lobby w Senacie, naruszając w ten sposób jedno z niewielu ponadpartyjnych tabu...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: