Odeszła prawdziwa wojowniczka

„Polacy powinni pamiętać, że Rosja jest dla nich wrogiem. Przywódcy Rosji nie znoszą Polski, gdyż kraj ten kojarzy się im z wolnością. A wolność i niewolnictwo nie mogą współistnieć bezkonfliktowo. Właściciele niewolników nigdy się z nią nie pogodzą” – uprzedzała Polaków w swoim artykule pt. „W Smoleńsku doszło do zemsty” w miesięczniku „Nowe Państwo” w maju 2012 r. (nr 5 [75]) Waleria Nowodworska. 12 sierpnia mija miesiąc od jej nagłej i z pewnością zbyt wczesnej śmierci.

19-letnia Waleria, studentka romanistyki Instytutu Języków Obcych im. Maurice’a Thoreza w Moskwie, po raz pierwszy otwarcie wystąpiła przeciwko sowieckiemu ustrojowi 5 grudnia 1969 r. Wówczas to ówczesna liderka studenckiej podziemnej antysowieckiej grupy, przed premierą rewolucyjnej opery „Październik”, wystawianej z okazji obchodzonego dnia stalinowskiej konstytucji z 1936 r., zrzuciła z balkonu Kremlowskiego Pałacu Zjazdów ulotki z antysowieckimi wierszami własnego autorstwa. Nowodworska protestowała w nich przeciwko inwazji sowieckich wojsk na Czechosłowację. Akcja skończyła się aresztowaniem i osadzeniem dziewczyny w areszcie śledczym KGB w moskiewskim Lefortowie. Oprócz Nowodworskiej (w różnych latach) siedzieli tu też inni znani dysydenci – Władimir Bukowski i Aleksander Sołżenicyn.

Dwa lata w KGB-owskiej psychuszce

Żadne represje nie zmusiły Nowodworskiej do rezygnacji z walki z reżimem komunistycznym. Trzy razy stawiano ją przed sowieckim sądem, dwa razy wysyłano do Lefortowa, 17 razy aresztowano, a lata 1970–1972 spędziła w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu. Od śmierci w tym ośrodku uratowała Walerię matka, która wybłagała dla niej ułaskawienie. „Leczenie”, zastrzyki z lekami psychotropowymi o silnym działaniu zrujnowały zdrowie niepokornej dysydentki. Nowodworska wyszła ze szpitala całkowicie siwa.

Nie porzuciła jednak działalności podziemnej. Po upadku ZSRS w latach 90. wzięła aktywny udział w rosyjskim ruchu demokratycznym. Została...
[pozostało do przeczytania 58% tekstu]
Dostęp do artykułów: