Wygrać tak, by nie przegrać

W opiniotwórczym środowisku, którego poglądy i wartości bliskie są programowi jedynej parlamentarnej opozycji, pojawia się dzisiaj stan swoistej euforii, bo PiS w przedwyborczych sondażach otrzymuje poparcie od 38 proc. do 42 proc. Polaków. Pojawiają się komentarze: wygrywamy(!), więc cieszmy się ze wszystkich sił, bo – dodam nieco złośliwie – jeśli nawet PiS „obiektywnie” wygra, ale nie zdobędzie większości mandatów poselskich i nie utworzy rządu, to skończy się powód do radości

To pozornie odwrotny rodzaj postawy, którą Aleksander Ścios sformułował 3 maja 2014 r. (Bez dekretu): „Państwa realnego komunizmu, jego bękarty i hybrydy nie upadają pod ciosami demokracji”. Różnica jest jednak tylko pozorna, bo w opinii Ściosa także tkwi przekonanie, że wynik demokratycznych wyborów nie jest ważny. Najwyraźniej bloger zna inny, bardziej skuteczny sposób doprowadzenia do upadku „bękartów i hybryd” komunizmu i postkomunizmu. Może ma rację, ale w 2014 r. opozycja ma szanse wygrać demokratyczne wybory w jedynej, którą dzisiaj mamy, ojczyźnie. Warto więc zastanowić się, nie „czy”, ale „jak” to zrobić.  
Tym bardziej że stawka wszystkich nadchodzących wyborów jest bardzo wysoka. Sytuacja na Ukrainie pokazuje, że stopień zagrożenia dla suwerenności państw sąsiadujących z Federacją Rosyjską jest najpoważniejszy od 1989 r. Podsłuchane i upublicznione rozmowy polityków rządzących Polską pokazują, że ekipa, która dzisiaj decyduje praktycznie o wszystkim, od izb skarbowych, przez prokuraturę, po edukację i budowę autostrad oraz terminalu LNG w Świnoujściu, nie gwarantuje ani kompetencji, ani profesjonalizmu, ani elementarnej uczciwości. Demokracja, gospodarka, państwo i obywatelskie prawa są realnie, a nie tylko werbalnie czy propagandowo zagrożone. 
Uważam demokrację nie tylko za jedną z ważniejszych wartości, lecz także za skuteczną metodę poprawy jakości rządzenia i ograniczenia korupcji. I tym, być może, różnię się od Aleksandra Ściosa,...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: