Jedyne źródło prawdziwego sensu

Ludzie walczący z Kościołem, jedynym w pełni trwałym w globalnym sensie wehikułem wartości, nie wiedzą, co czynią

Prawie 30 lat temu powołałem do życia pojęcie określające nową jakość ontologiczną. Coś, co nie jest bytem, jednocześnie nie będąc niebytem. Nibyt.
Intuicja ta wzięła się z refleksji nad istnieniem/nieistnieniem wielu kategorii opisu rzeczywistości właściwych państwu i społeczeństwu realnego komunizmu. Po 1993 r., kiedy radzieckie wojska mundurowe wyszły z Polski, przez dłuższy czas żyłem w przekonaniu, że kategoria nibytu ma z roku na rok coraz mniejszą wartość poznawczą. Ale dziś przestałem tak sądzić. Rzeczywistość III RP zaczyna silnie upodabniać się do peerelowskiej.
Służby specjalne służą partii, która nie widzi możliwości przegrania wyborów, do stabilizowania zagrożonej pozycji rządzących. Tak to CBA stało się narzędziem negocjacyjnym PO. Spółkę, w której tygodniku pojawiają się nagrania niekorzystne dla władz, karze się finansowo. Jak za Gomułki prywatną inicjatywę domiarami. Władza w ubiegły piątek dokonała też zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym. Teraz minister będzie mógł wymuszać na władzach uczelni usunięcie dowolnego naukowca za poglądy polityczne. Autonomię polskich uczelni rzadko naruszali nawet niemieccy okupanci. Momentami w Polsce jest dziś gorzej, niż było w PRL.
Jednak pojęcie pozorowanego istnienia, niebędącego pełnym nieistnieniem, nie odnosi się jedynie do warstwy politycznej czy społecznej naszego życia. Jej skuteczność wyjaśniająca nie kończy się też na poziomie zabiegów służących do maskowania prawdziwego kształtu świata przez ludzi nim rządzących, którego to zabiegu efekt zgrabnie nazywano matriksem. Chodzi o to, że również świat relacji, świat wartości, wreszcie świat sensu dotknięty jest tym procesem „utraty wagi”.
Ludzie walczący z Kościołem, jedynym w pełni trwałym w globalnym sensie wehikułem wartości, nie wiedzą, co czynią. Świat, w którym źródłem sensu jest każda...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: