Stary świerk

Huragan, który przeleciał nad Milanówkiem w nocy z 5 na 6 grudnia zeszłego roku, przewrócił jeden ze świerków rosnących w naszym ogrodzie. O drugiej w nocy obudził mnie łomot – ale ponieważ wiedziałem, że nadciąga huragan, uznałem, że to wiatr tak łomocze, bijąc w dach i w ściany.

Dopiero rano, kiedy podniosłem rolety, zobaczyłem, że z czterech ogromnych, starych świerków stoją tylko trzy – ten czwarty, najsłabszy, upadł na płot, który oddziela nas od sąsiadów, i połamał gałęzie rosnących przy nim brzózek. Ale ponieważ bryła korzeniowa wydobyta została z ziemi w połowie, brzózki oraz płot ocalały. Ciąg dalszy był taki. Udałem się do siedziby straży miejskiej i tam poinformowano mnie, że powinienem udać się do gminy, gdzie uzyskam pozwolenie na usunięcie świerka, oraz do straży pożarnej, która świerk usunie. Zatelefonowałem więc do gminy i niebawem w naszym ogrodzie pojawiła się młoda dama, która obalony świerk sfotografowała i poinformowała mnie, że możemy go usunąć. Ewa zatelefonowała zaś do straży pożarnej, gdzie dowiedziała się, że jeśli świerk, przewracając się, nie spowodował ofiar w ludziach, to możemy go usunąć, ale na własny koszt. Tak też się stało. Dwaj młodzi ludzie, specjaliści od pielęgnacji drzew, dwiema piłami łańcuchowymi pocięli świerk na kawałki, a pocięte kawałki – jak to się mówi, gdy chodzi o inny rodzaj życia niż życie ludzkie – zutylizowali. To, co w tym wszystkim jest ciekawe, to nie kłopoty z usunięciem świerka, lecz pytanie, które pojawiło się w mojej głowie, kiedy przyglądałem się łańcuchowym piłom, które cięły obalony świerk. Czy cięły świerk, który był żywy, czy świerk, który był martwy? Jest to pytanie, któremu można przypisać charakter epistemologiczny (jak my tę sytuację rozpoznajemy) lub charakter metafizyczny (jak tę sytuacje rozpoznaje świerk). Mówiąc prościej: kiedy umarł nasz świerk? Czy wtedy, gdy huragan wyrywał go z ziemi? Czy wtedy, gdy leżał w ciemności na gałęziach brzózek? Czy wtedy, gdy był...
[pozostało do przeczytania 20% tekstu]
Dostęp do artykułów: