Demokracji zagraża korupcja

Walka z korupcją to wyzwanie, które mogą podjąć wszyscy uczciwi Polacy. Pierwszy warunek jest następujący – do władzy muszą dojść ludzie, którzy rozumieją sytuację i mają zwykły, polski system wartości, gdzie obowiązuje siódme przykazanie. I którzy wiedzą, że się da…

Dla skuteczności tej walki i zrozumienia natury tego problemu warto jednak zastanowić się, jakie mechanizmy prowadziły do rozwoju korupcji w Polsce, i co sprawiło, że była ona skutecznie podtrzymywana.
Na początek trzeba postawić pytanie, czym jest korupcja, jak ją definiować. Wszyscy intuicyjnie rozumiemy to pojęcie. Jest także definicja procesowa, zawarta w kodeksach, która mówi o czerpaniu korzyści w zamian za udzielanie korzyści przez urzędników państwowych. Rację miał były szef CBA Mariusz Kamiński, kiedy mówił, że korupcja niszczy rynek i państwo, czyli dwie podstawowe instytucje nowoczesnego społeczeństwa. Tak pojęta korupcja powinna być przedmiotem intensywnego zainteresowania zarówno ze strony opinii publicznej, jak i ze strony właściwych organów państwa i mediów.
Pozwolę sobie zaproponować definicję nieco szerszą, w której będziemy traktowali jako korupcję każde nierynkowe, nieekwiwalentne przejmowanie własności, o ile nie jest to po prostu rozbój, zwykła kradzież czy oszustwo. W tym ujęciu wszystkie takie akty – niezależnie od tego, jak by je kwalifikować z punktu widzenia kodeksu karnego – są korupcją (w ogromnej większości wypadków są korupcją sensu stricte, rozumianą kodeksowo). Tak zdefiniowane zjawisko jest czymś, co w olbrzymiej mierze wypełniło polskie życie publiczne, społeczne, gospodarcze w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat.

Geneza problemu
Jaki był początek korupcji w III RP? Z jednej strony mieliśmy różnego rodzaju ogromne pokusy. Powstała sytuacja, w której wielki majątek państwowy był – można powiedzieć – osierocony i niestrzeżony. Założono, że stanowił przedmiot, który może zmienić właściciela....
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: