Wszyscy jesteśmy pisiorami

Tusk podąża konsekwentnie drogą Pompidou, Nixona czy Gyurcsányego i chlapie językiem na prawo i lewo.   Historia ta działa się akademicką paryską wiosną 1968 r. Georges Pompidou dopytywał się swoich informatorów, kim jest jeden z najaktywniejszych studenckich działaczy Daniel Cohn-Bendit. Asystent francuskiego premiera, a niebawem także prezydenta, miał powiedzieć, że to jakiś niemiecki Żyd. Zaiste, „czerwony Dany” urodził się w rodzinie niemiecko-żydowskich emigrantów we Francji. Co prawda, by nie służyć w wojsku, zrzekł się obywatelstwa francuskiego i pozostał przy niemieckim, ale studiował w Paryżu i był – do czasu deportacji do Niemiec – przywódcą paryskiego Maja. Informacje przekazane więc przez premierowskiego doradcę były prawdziwe. Podane zostały jednak w tak skandalicznej, lekceważącej formie, iż niektórzy spekulowali nawet, że choć Pompidou został zdymisjonowany przez prezydenta za całokształt swych majowych osiągnięć, to wymiana zdań na temat Cohn-Bendita miała znaczenie
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze