Układ zamknięty grubą kreską

Polacy po ukazaniu się informacji o szczęśliwych losach przestępców w prokuratorskich togach i zawstydzających jałmużnach przyznanych przez sądy III RP ich bestialsko potraktowanym ofiarom wybuchają śmiechem. Bezsilnym śmiechem zrezygnowanych ludzi.   To nie tak, że nagle zamyśliłem sobie zostać krytykiem filmowym. Po prostu tak się zdarzyło, że w krótkim czasie weszły na ekrany kin dwa współczesne polskie filmy, których fabularne osadzenie zmusza prawnika-felietonistę do refleksji o naszym kraju, jego systemie prawnym, politycznym, a nade wszystko o systemie wartości, który powoduje, że kraj jest taki, a nie inny. Refleksji o kraju, w którym, jak to mówił bodaj Raymond Aron za Alexisem de Tocqueville o Rosji, władza nie lubi obywateli, obywatele nie lubią władzy i nikt z niczego się nie śmieje.

„Układ zamknięty” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego jest właśnie opowieścią o naszym tu i teraz. I nie jest to wyspekulowana, artystowska wizja abstrakcyjnego państwa w początkach

     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze