Wyłącznie zasady i kwasy

Kwas powstały przy naruszeniu naszej tajemnicy zawodowej może łatwo wyżreć całą tkankę Polskiej Adwokatury. Jeden z przyjaciół mego rodzinnego domu, przedwojenny lwowski prawnik, opowiadał mi, gdy jeszcze byłem chłopcem, ponoć prawdziwą historyjkę o swoim lwowskim koledze, który po wielu latach adwokackiej praktyki zdecydował się porzucić zawód i zatrudnić na państwowej, doskonale płatnej posadzie pisarza w gminie żydowskiej. Ponoć, gdy mijany był na ulicy przez któregoś ze swoich byłych klientów, który witał go np. słowami: „Dzień dobry, panie mecenasie!”, odwracał się, doganiał pozdrawiającego, chwytał go za ramię i rzucał wściekły: „Sam pan jesteś złodziej!”. Świeżo upieczony pisarz z żydowskiej gminy jeszcze jako adwokat traktowany był jak prawnik gorszej kategorii i musiał zapewne, jak wielu jego kolegów, prowadzić tzw. procesy za złotówkę. Nierówna konkurencja z polskimi adwokatami zraziła go do służby Temidzie do tego stopnia, że traktował palestrę jak szajkę złodziei
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze