Miękki totalitaryzm

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Zadymiona sala w piwniczce na Chmielnej, dwójka pianistów i trzydziestoparoletni Janek Pietrzak śpiewający: „Za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie”. Tekst wydawał się wybiegać w tak daleką przyszłość, że wszystko wydawało się możliwe. W istocie trudno było przewidzieć nie tylko to, co będzie za trzydzieści parę lat, ale nawet za trzydzieści parę dni. Był luty 1968 r., wkrótce miał zacząć się słynny marzec i zmienić wiele naszych dotychczasowych wyobrażeń o...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: