Stereotypowy Jan Komasa

„Sala samobójców. Hejter” to bardzo intrygująca opowieść o mechanizmach powstawania oraz dramatycznego oddziaływania cyberprzemocy. Komasa już „Salą samobójców” czy „Miastem ’44” pokazał, że z niezwykłą lekkością i inteligencją potrafi mówić do widzów współczesnym językiem kina. Tym razem wirtualna rzeczywistość kształtuje realny świat w najtragiczniejszy możliwy sposób. 

Wystarczy spryt w znalezieniu pomysłu na rozpoczęcie fali hejtu, kilka wpisów w internecie i zaszczuta ofiara poddaje się w mgnieniu oka. Główny bohater, Tomek, tak właśnie robi karierę w dużej firmie, która daje mu zlecenia na kompromitowanie różnych osób. Komasa rysuje internet, a nawet gry komputerowe, jako miejsce omawiania planu zbrodni. Aż włos jeży się na głowie. Jednak reżyser postanawia nabić widza w butelkę. Bo szkoda jednak, że nienawiść prowadząca do przemocy ma w jego najnowszym filmie najpodatniejszy grunt tylko wśród tych, którzy mówią o obronie wartości chrześcijańskich w Europie. Tymczasem po dobrej stronie mocy są obrońcy LGBT w białych koszulach, których polityczne transparenty jakoś dziwnie przypominają kolorystyką logotypy Platformy Obywatelskiej. 

„Chciałem wstrząsnąć widzem poprzez pokazanie, jak ciężko panować nad tym, by nie powiedzieć jednego słowa za dużo, bo może to prowadzić do daleko idących konsekwencji” – mówił na antenie radiowej Dwójki Jan Komasa. Byłby bardziej wiarygodny, gdyby nie wpisywał tak ważnego tematu w bieżący konflikt polityczny, rozdając frywolnie role dobrych i złych...


„Sala samobójców. Hejter”
reż. Jan Komasa
POLSKA 2020
OCENA 3/6 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: