Kolejna odsłona batalii o ZUS

Co jest dziś największym wrogiem przedsiębiorczości w Polsce? – zapytałem jakiś czas temu Adama Abramowicza, rzecznika małych i średnich przedsiębiorców. – ZUS – odpowiedział bez chwili wahania.

Rzeczywiście, mamy w Polsce jeden z najbardziej niewydolnych, skomplikowanych, nieuczciwych i szkodliwych systemów płacenia tzw. składek na ubezpieczenie społeczne. Szczególnie patrząc przez pryzmat mikro i małych przedsiębiorców, którzy często nie są w stanie przy nieregularnych dochodach miesięcznych rzędu 2,5–3 tys. zł udźwignąć składki, która (zdrowotna i emerytalna łącznie) sięga już niemal 1,5 tys. zł. A przecież muszą zapłacić jeszcze podatek dochodowy, więc na rękę zostaje im tyle, że to cud, iż wciąż chce im się jeszcze w taki biznes bawić. Mam tu na myśli wcale niemałą rzeszę drobnych przedsiębiorców z małych (ale również tych większych) miejscowości, którzy pootwierali swoje drobne przedsiębiorstwa i codziennie dzielnie próbują brać byka za rogi i mierzyć się z rynkową, niełatwą rzeczywistością. A przecież mogliby machnąć na to wszystko ręką, pójść na zasiłek i mieć cały ten kram w głębokim poważaniu. Z jakichś powodów jednak tego nie robią i chwała im za to. Trudno więc się dziwić, że kiedy muszą wybierać: mieć na życie czy opłacić ZUS, wybierają to pierwsze.

Efekt jest więc taki, że albo na potęgę zadłużają się w ZUS-ie, albo przechodzą do szarej strefy, albo wreszcie prowadzą działalność gospodarczą tylko przez okres, kiedy mogą skorzystać z ulg, po czym wyrejestrowują firmę. Żadne z tych rozwiązań nie służy ani tym przedsiębiorcom, ani polskiej gospodarce.

Polski system emerytalny jest do zmiany, nie ulega to żadnej wątpliwości. Zresztą wiosną ubiegłego roku wspomniany przeze mnie rzecznik MŚP publicznie ogłosił, że będzie przekonywał rząd do jak najszybszego wprowadzenia dobrowolnego płacenia na ZUS przez przedsiębiorców. O sprawie zrobiło się głośno. Abramowicz podszedł do tematu perfekcyjnie:...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: