Budżet w równowadze

Felieton [Okiem przedsiębiorcy]

To miało być niemożliwe. Zrównoważony budżet to jedynie trik na kampanię wyborczą – prognozowali antyrządowi ekonomiści. Taka możliwość nie mieściła się im w głowach. Kiedy bowiem to oni odpowiadali za gospodarkę, nasza centralna kasa notowała przeważnie pokaźne deficyty, o żadnym zrównaniu wydatków z dochodami nie było nawet mowy. A rząd Zjednoczonej Prawicy miał zrobić z Polski drugą Grecję, nasz kraj miał tonąć w długach, a inwestorzy zagraniczni omijać go szerokim łukiem. Ileż to przestróg sformułował chociażby Leszek Balcerowicz? Konia z rzędem temu, kto by to zliczył.  Pozwoliłem sobie zatem zajrzeć do jego „osiągnieć”, gdy zarządzał publicznym groszem jako wicepremier i minister finansów w rządzie Jerzego Buzka. Okazało się, że w tym czasie deficyt budżetowy zwiększył się o kilkaset procent, nie mówiąc już o katastrofalnie wysokim bezrobociu i rachitycznym wzroście gospodarczym. Teraz były szef NBP stanowczo recenzuje działania PiS. Zastanawiam się, jak
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze