Anieli grają, króle witają, bydlęta klękają, a my… zaśpiewajmy

Felieton [Z bliska]

Fenomen polskich kolęd jest zagadką. Nie wiemy, dlaczego właśnie na obszarze dawnej Rzeczypospolitej wykształciła się tak imponująca tradycja bożonarodzeniowa. Żadna inna kultura katolicka – ani Włosi, ani Irlandczycy, ani Portugalczycy nie stworzyli porównywalnego bogactwa kolęd, kantyczek i pastorałek. W żadnym innym kraju nie cieszyły się takim powodzeniem jasełka i chodzenie po kolędzie z turoniem. W polskiej tradycji świąt splatają się wątki religijne, ludowe, narodowe i uniwersalne. Przekazywane przez opactwa trafiły do gminu, asymilując wiejskie tańce – mazurki, oberki, kujawiaki, polki, ale też dworskie dostojne polonezy. O żywotności bożonarodzeniowych zwyczajów stanowiły katolickość i rodzina. Kościół przez wieki przeniósł praktykę kolędowania, każdego roku ożywiając ją na sześć tygodni, ale siła tradycji polegała na splocie sacrum i profanum. Na twórczym oddziaływania na siebie, biegnącej w rytm roku liturgicznego, rzeczywistości sakralnej i rodzinnej, bo
     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze